Stare cmentarze

Jest w moim mieście stary cmentarz ewangelicki, założony w 1833 roku. Decyzja o wybudowaniu cmentarza została przyspieszona przez epidemię cholery z roku 1831. Pochówków na tym cmentarzu dokonywano aż do czasów II wojny światowej. Od tego czasu cmentarz jest zamknięty. "Nieczynna od ponad 60 lat nekropolia stanowi enklawę dzikiej przyrody w centrum miasta. Rosną tutaj pomnikowe drzewa oplecione przez bluszcze i inne pnącza. Nagrobki, mury i cmentarne alejki obrośnięte są licznymi gatunkami roślin. Jest to również oaza dla ptaków (szczególnie w okresie lęgowym) i małych ssaków." Brama cmentarza otwarta jest tylko jeden dzień w roku - 1 listopada. Prawie co roku, w ten dzień chodzimy z mężem na ten cmentarz i obserwujemy jak bluszcz coraz bardziej spowija wszystko: pomniki, nagrobki, krzyże i stare drzewa.


Boczna bramka 4 lata temu (z lewej) i obecnie (z prawej). Bluszcz wyszedł już poza cmentarz.



Pośród tych wszystkich krzewów, drzew i bluszczy kryją się stare nagrobki.












Co krok napotykaliśmy krzyże leżące pośród liści. Te na pierwszym zdjęciu, to krzyże sprzed dwóch lat. Dzisiaj pewnie leżą pod gruba warstwą liści, niewidoczne dla odwiedzających cmentarz.







A tu jedyny znicz, jaki ktoś zapalił tego dnia na tym cmentarzu.




To, co kryło się głębiej pokażę w następnym poście.

Komentarze